Być może słyszałaś wiele dobrego o skuteczności grup facebookowych w promocji biznesu online.

Że pomagają budować markę, nawet jeśli tylko uczestniczysz w grupie, a nie jesteś jej właścicielką.

Że zwiększają liczbę wejść na stronie oraz zasięgi Twoich wpisów z bloga.

Jednak ostatnio zastanawiam się, czy tak naprawdę mają one sens.

Czy rzeczywiście mają tak duży wpływ na promocję i czy osoby, do których docieram poprzez różne grupy na Facebooku to rzeczywiście moja grupa docelowa?

A może po prostu tracę czas?

Im dłużej myślę, tym bardziej przekonuję się, że w większości przypadków to strata czasu. A przynajmniej jeśli korzystam z nich w ten sposób, w jaki robi to większość z nas (przyznaję się, też jestem winna).

Grup wspierających kobiece biznesy jest wiele. Prawdopodobnie zaglądasz tam w wybrane dni i wrzucasz linka do Twojego nowego wpisu na blogu lub Twojego Facebooka. Jeśli jest to wymagane, poklikasz trochę na innych stronach lub fanpege’ach i wychodzisz.

I tak robi 100, 200 a czasem nawet więcej osób. Po co? Właściwie nie wiem.

Czy zostałaś czytelniczką nowego bloga, który odkryłaś w ten sposób? Bardzo rzadko, bo przecież i tak cierpisz już na nadmiar informacji i nie masz czasu na czytanie tysiąca nowych artykułów miesięcznie.

Bo przecież trzeba się codziennie promować…

Prawdodobnie te setki innych kobiet, które spotykasz w gupach myślą podobnie.

Mój eksperyment

Zrobiłam kiedyś mały eksperyment. Przez jeden tydzień publikowałam mój artykuł z różnymi linkami w różnych grupach, aby stwierdzić, w której z nich warto się “promować”.

I wiesz co? Zyskałam w ten sposób tylko kilkanaście kliknięć więcej niż w przypadku artykułów, których w ten sposób nie “promowałam”.

Nie zwiększyły się też w tych dniach zapisy na newsletter, co przekonało mnie o tym, że na stronę zaglądały osoby spoza mojej grupy docelowej.

Promowałam też w różnych grupach mój fanpage i oczywiście zawsze wtedy zwiększała się nieco liczba moich polubień. Ale ciągle zastanawiam się czy osoby, które zalajkowały mój fanpage bo musiały, są naprawdę zainteresowane tym co robię, czy zrobiły to, bo tak nakazywał im regulamin danej promocji?

“Polub trzy fanpage przed Tobą, zostaw komentarz na dwóch blogach” – być może ma to sens zupełnie na początku, kiedy startujesz z blogiem i zależy Ci na tym, by jak największa liczba osób się o Tobie dowiedziała.

Może sprawdza się to także u blogerek, które przed reklamodawcami muszą pochwalić się liczbami.

Ale nie u mnie.

Doszłam więc do jednego wniosku: posty typu link party są strategią właścicieli fanpage’y i grup, aby zwiększyć ICH zasięgi, ale nie mają głębszego sensu jeśli chodzi o promocję Twojego biznesu.

Kiedy grupy mają sens?

Ale to nie znaczy, że masz się dziś wypisać z wszystkich grup na Facebooku.

Proponuję Ci jednak, abyś bardziej świadomie wybrała grupy, do których należysz.

Zamiast tracić codziennie 30 minut na promocję w grupach biznesowych, udostępniając linki pod niekończącą się listą komentarzy, poświęć ten czas na budowanie marki w grupach, w których znajdują się Twoi potencjalni klienci.

Bierz udział w grupach branżowych. Tam, gdzie Twoja wiedza będzie potrzebna i doceniona.

Jesteś dietetykiem? Dołącz do grup związanych ze zdrowym trybem życia i odżywiania. Tam znajdziesz klientów na kursy czy ebooki.

Zrezygnuj z grup “kobiecego biznesu” (chyba, że to jest Twoja grupa docelowa), nie marnuj na nie czasu.

Wybierz 1 lub 2 najbardziej aktywne grupy branżowe i zaglądaj do nich codziennie.

Nawiąż relację z innymi uczestnikami, stań się ekspertem, do którego wszyscy będą zwracać się po radę, odpowiadaj na pytania, dziel się swoją wiedzą.

Działając w ten sposób, bez agresywnej promocji sprawisz, że ludzie Cię poznają, polubią i zaufają, a stąd już tylko krok do zakupu.

Będziesz pierwszą osobą, która przyjdzie im na myśl gdy będą potrzebowały Twojego produktu.

Być może jest to mniej efektowne niż 5 natychmiastowych lajków, ale na dłuższą metę dużo bardziej “rentowne”.

Zaproszenie

Jeśli natomiast potrzebujesz wsparcia w Twojej działalności online, szukasz motywacji i inspiracji do tworzenia produktów informacyjnych oraz narzędzi do sprzedaży Twojej wiedzy w sieci, zapraszam Cię do grupy Mastermind BeOnline.

Mastermind BeOnline to grupa, którą stworzyłam z myślą o kobietach, które chcą sprzedawać swoją wiedzę w sieci. Kobietach, które chcą zbudować swoje wymarzone życie wokół biznesu online.

W tej grupie zrezygnowałam z postów cyklicznych, zależy mi abyśmy działały tak jak olbrzymia grupa mastermindowa. Do której przychodzi się z wyzwaniem lub pytaniem, a wychodzi z listą pomysłów i rozwiązań. Wchodzisz w to? Czekam na Ciebie tutaj.

  • Grażynka bardzo wartościowy post! ja jestem na początku drogi i mój fanpage ma jakieś 240 osób, więc nie jestem jakoś super popularna, ale lubię atmosferę u mnie i ciepłe komentarze.
    pozdrawiam serdecznie

    • Dochodzę do wniosku, że „sukces” fanpage’a czy grupy nie powinien być mierzony samymi liczbami, ale właśnie zaangażowaniem użytkowników. Tak trzymaj Magda!

  • Masz sporo racji Grażynko. W mojej grupie online, nie ma reklam ani regulaminu. Za to są w niej te kobiety, które tam chcą być, bo to co robię, ma dla nich sens

    • Chciałbym, aby taki klimat był i u nas. Niektóre, bardzo popularne grupy, przytłaczają mnie liczbą kilkunastu tysięcy osób. Trudno jest tam śledzić co się dzieje, a o budowaniu relacji można zapomnieć 🙂

  • Ja także doświadczyłam dokładnie tego samego. Nie zamieszczałam linków zbyt często ale owszem, maleńki ruch był, ale nie na tyle znaczący, by angażować w takie działanie cały swój czas. Powiedzmy to szczerze, na taką formę „reklamy” potrzeba naprawdę niemało czasu. Zdaję sobie sprawę, że moja dziedzina jest szczególna i zupełnie odmienna o tych które teraz królują na grupach FB. Niemniej jednak wczoraj się wypisałam z jednej grupy, ponieważ mają dziwne podejście do tego jak należy współdziałać. Naturalnie decydować może ten kto tą grupę założył, jednak nie podoba mi się idea komentowania linków czy wpisów, które mnie zupełnie nie interesują. W ten sposób nie przysporzymy sobie wiernych czytelników. Dlatego tak jak napisałaś w poście, postanowiłam, że będę bardziej rozważnie wybierać grupy, do których będę chciała się przyłączyć. Ale uczyć się to działać, więc i pomyłki także muszą się przytrafić. 🙂 Pozdrawiam. 🙂

    • Beata, tez nie byłabym taka mądra, gdybym na własnej skórze się nie przekonała 🙂 No bo skoro inni tak robią, to może ma to sens i przynosi efekty? Potrzebowałam trochę czasu aby w końcu zrozumieć, ze nie tędy droga.

  • A ja myślę, że warto pozostać w tych grupach nie dlatego, żeby promować się w nich regularnie – co do skuteczności powyższego mam podobne zdanie – ale po doraźne wsparcie. Np. jeśli mamy post sponsorowany i zależy nam, żeby szybko pokazać sponsorowi ruch, a zdobycie „naturalnych” komentarzy zajmuje nam czas, to może być dobry sposób. Sama również biorąc udział w link party znalazłam kilka fajnych blogów do których wracam, więc te wizyty, chociaż wymuszone, mają sens. Natomiast rzeczywiście, na tysiące odsłon to bym nie liczyła. I tak, posty promujące blogi są najbardziej korzystne dla tych co je publikują dla ich własnej promocji. Dlatego czym większa grupa i więcej komentarzy pod takim postem (np. jak u Uli Phelep na FB) tym trudniej zostać zauważonym.

    • Potwierdziłaś to, o czym myślałam: może być to przydatne w przypadku blogów współpracujących z reklamodawcami. Model biznesowy przy kursach online jest zupełnie inny i wydaje mi się, że w tym przypadku taka promocja nie ma sensu.

      Natomiast zgodzę się z Tobą, że można tam szukać doraźnej pomocy, skonsultować pomysł, poprosić o wypełnienie ankiety.

      Wspomniałaś grupę Uli Phelep. Przestałam tam zaglądać. Liczba nowych wątków każdego i powiadomień jest dla mnie przytłaczająca. Samo scrollowanie zajmuje dużo czasu. Mam więc mieszane uczucia gdybym miała tam prosić o wsparcie, kiedy sama nic z siebie nie daję..

  • Ja również mam podobne obserwacje co do grup biznesowych. Ale nie mogę się zgodzić, że promocja w grupach branżowych jest lepsza, przynajmniej nie w każdym „zawodzie”. Ja jestem dietetyczką, parę razy udzielałam się w różnych grupach o odchudzaniu, zdrowym stylu życia… i co? Zwykle była z tych grup wyrzucana albo bez powodu, albo bo miałam inne zdanie niż właściciel grupy… Nie wspominając, że wszelkie zaproszenia na darmowe webinary były kasowane… Myślę, że to nie do końca jest takie łatwe, bo wiele grup jest zakładanych po to, by promować ich twórcę. A ten już nie tak łatwo chce wpuszczać konkurencję na swoje podwórko…
    Natomiast bardzo ciekawa jestem zmiany w Twojej grupie. Nie mogę się doczekać poniedziałku 🙂

    • Spotkałam się z tym, o czym mówisz w jednej grupie WordPressowej. Moja propozycja/rada dla jednej z uczestniczek spotkała się z atakiem właścicielki :).

      Ale myślę, że grup jest na tyle dużo, że warto szukać tej w której poczujemy się jak u siebie. Albo taką założyć 🙂

    • Monika Stęp

      Justyna Markowska dokładnie to samo chciałam napisać. Branża dokładnie ta sama. Dopóki ‚marnowałam” biznesowy czas na doradzanie członkom grupy było ok. Czasem wrzucałam linki do artykułów na swoim blogu. Zupełnie nienachalnie. Ani razu nie wspominając w poście : Hej to mój blog, polub mój Fp i dołącz do mojej grupy. Wystarczyło tylko, że któryś z moderatorów dostrzegł jednak, że autorem udostępnianych treści jestem ja od razu wyrzucał mnie z grupy bez ostrzeżenia. Zresztą często grupy te mają w regulaminie zakaz reklamowania własnych postów, stron itp 🙁 Cóż niektórzy są jak pies ogrodnika. Sam nie zje i drugiemu nie da 🙁

  • hej. Tez czuję się ostatnio przytłoczona ilością postów z różnych grup które pojawiają się na moim wallu. Co gorsza, wiele z nich mnie wręcz irytuje – pytania na które mozna bez problemu znaleźć odpowiedź za posrednictwem google, albo pytania tak obszerne, ze nie da sie na nie od tak po prostu odpowidzieć. A jak widzę post zakonczony „z góry dziękuję” to mnie szlag zalewa – skoro ktos posiwecil swoj czas zeby Ci odpisac – to czemu Ty nie mozesz poswiecic chwili zeby podziękować?
    Jednak z drugiej strony blogowe link pary pozwala mi czasem znaleźć naprawde wartościowe miejsca w sieci, na które może nigdy bym nie trafiła? W ten sam sposób znajduja mnie inni blogerzy, co czasem owocuje poleceniami na ich blogach lub fanpage’ach. O ile wiec sam ruch z takiego link party jest raczej znikomy, to czasem przynosi inne dodatkowe korzyści.

    • Czasem rzeczywiście można w ten sposób odkryć nowe miejsce w sieci: nota bene, w ten sposób poznałam Twoją stronę :).

      Ale kiedy mamy poczucie, że nie nadążamy, że przytłacza nas nadmiar informacji, porównujemy się z innymi, etc, etc, to jest moment, aby wycofać się z grup. Zaprzestać tej mało skutecznej strategii promocji, a skoncentrować na mniejszej liczbie działań, za to dużo bardziej efektywnych.

Wyzerowanie Hasła
Proszę wprowadź swój adres e-mail. Otrzymasz nowe hasło na maila.